Chciwość (Margin Call)

To niebywałe, że Kevin Spacey, Jeremy Irons i Stanley Tucci spotkali się na planie “Chciwości”. W dodatku partnerują im jeszcze inne gwiazdy jak Demi Moore czy Paul Bettany. Niebywałe, bo “Chciwość” jest pierwszym pełnometrażowym filmem w karierze reżysera i scenarzysty J.C. Chandora. Jego pierwszy raz nie był łatwy – musiał pracować z grupą dużo bardziej doświadczonych od siebie aktorów, a w dodatku podjął temat od paru lat niezmiennie gorący i kontrowersyjny, czyli kryzys finansowy. Jednak zamiast udawać cyrulika, który wie, jak uleczyć światową ekonomię czy wskazywać palcem, które osoby niezwłocznie powinny skończyć na stosie, Chandor zdecydował tylko wykorzystać znaną wszystkim scenerię, by nakręcić uniwersalny film nie o finansowym kryzysie, a o kryzysie człowieczeństwa.

Film zaczyna się od sceny, którą wielu bywalców Wall Street zapewne nieraz oglądało – przeprowadzanych bez skrupułów masowych zwolnień. Nikt nie może czuć się bezpieczny – pracę traci także Eric Dale (Stanley Tucci), specjalista od oceny ryzyka, który firmie poświęcił dziewiętnaście lat życia. Biuro nienazwanej firmy opuszcza w eskorcie ochroniarza, a gdy drzwi windy mają się już zamknąć, wręcza Peterowi Sullivanowi (Zachary Quinto), jednemu ze swoich podwładnych, pendrive’a z projektem, nad którym pracował. I dodaje – bądź ostrożny. Sullivan najbliższą noc spędza w biurze, by dokonać wysoce niepokojącego odkrycia – niedługo straty firmy przewyższą jej wartość. W ciągu paru godzin informacja ta dociera do wyżej postawionych pracowników firmy, a także jej diabelsko charyzmatycznego szefa – Johna Tulda (Jeremy Irons).

“Chciwość” to kameralny dramat rozgrywający się głównie w kilku pomieszczeniach. Nie ma tu miejsca na akcję czy balansowanie na krawędzi życia i śmierci, a jednak napięcie sięga zenitu. Przez większość filmu muzyka jest cicha, długimi momentami nieobecna, ale gdy już wychodzi z cienia, to znakomicie podkreśla nieznośny suspens i oniryczną atmosferę. Chociaż trzeba zauważyć, że poruszane problemy nie są tak abstrakcyjne, jak bywają nasze sny. Całość filmu sprawia wrażenie wyjątkowo teatralnego widowiska, a jednocześnie sterylnego, nieco wypranego z emocji. Ale właśnie to pozorne wypranie z emocji powoduje, że całokształt jeszcze bardziej przemawia do widza.

Na pierwszy rzut oka głównymi bohaterami “Chciwości” wydają się stereotypowe korporacje, dla których każdy pracownik jest równie anonimowy i łatwy do zastąpienia – nawet jeśli większość życia oddał niewdzięcznej firmie. Nie można jednak owych korporacji uznać za bezlitosne twory o własnej świadomości – szybko uświadamiamy sobie, że to ludzie i ich wybory są odpowiedzialni za sytuację maluczkich. Bohaterowie filmu Chandora muszą zdecydować, czy to oni przyspieszą, a właściwie rozpoczną ogólnoświatowy kryzys, ale dzięki temu sami uratują siebie i garstkę najbardziej zaufanych osób. Planowane i popierane przez większość osób na szczycie działanie bez najmniejszych wątpliwości można uznać za nieetyczne, ale czy dla takich oderwanych od rzeczywistości, zarabiających absurdalnie dużo pieniędzy osób jest to jakikolwiek argument?

“Chciwość” jest filmem, którego podstawą są dialogi, sprawnie napisany scenariusz i aktorzy, w ustach których wspomniane dialogi mają zabrzmieć możliwie wiarygodnie. Plejada gwiazd nie zawiodła oczekiwań – na twarzach wielkich aktorów widać prawdziwą walkę z samym sobą, trudność w podejmowaniu decyzji. Z drugiej strony, co być może jest nawet bardziej znamienne, u wielu z bohaterów nie widać żadnych dylematów. Tylko zimną kalkulację. Jeremy Irons swoim wyrachowaniem przeraża i fascynuje. U niego samego nie widać strachu, obaw o przyszłość firm. Od momentu, gdy przylatuje prywatnym helikopterem na wyjątkowe spotkanie zarządu, zainteresowany jest tylko tym, by jak najwięcej ugrać na spodziewanej sytuacji. Kilka miesięcy temu Ironsa mieliśmy okazję oglądać w roli papieża w serialu “Rodzina Borgiów”. Odtwarzany przez niego Rodrigo Borgia także miał zupełnie inne priorytety niż oczekiwałoby się od osoby zajmującej jego pozycję, co najlepiej pokazuje, że pewne rzeczy się nie zmieniają – zmieniają się tylko czasy i sceneria.

Tradycyjnie wypada pochwalić Kevina Spacey – jemu przypadła rola Sama Rogersa, dyrektora ds. sprzedaży, który w ciągu jednej nocy znajduje się między młotem a kowadłem. Nie była to najlepsza kreacja w jego karierze, ale ze swojego zadania wywiązał bardzo dobrze. Warto również wspomnieć o Simonie Bakerze, ostatnio znanym głównie jako uwodzicielska gwiazda “Mentalisty” (typowego proceduralnego serialu wyróżniającego się w zasadzie właśnie kreacją Bakera) – oby “Chciwość” była zapowiedzią jego częstszej obecności na wielkim ekranie. W filmie Chandora bohatera, od którego wszystko się zaczyna, czyli młodego analityka Petera Sullivana, gra Zachary Quinto i niestety nie wytrzymuje on porównań do bardziej doświadczonych kolegów. Sullivana, zbyt ewidentnie pełnego ideałów, sportretował w sposób nadmiernie naiwny i delikatny. Z kolei Paul Bettany (grający Willa “Zarabiam dwa i pół miliona rocznie” Emersona) nieco przeszarżował, ale w kinie tak teatralnym uchodzi mu to płazem.

Dzieło Chandora pokazuje, że do dzisiaj nieujarzmiony finansowy kryzys nie jest klęską żywiołową – czymś abstrakcyjnym, wywołanym przez coś równie abstrakcyjnego. Stali za tym ludzie. Ale ludzie tak pozbawieni empatii, że ich działania w zasadzie można porównać do trzęsienia ziemi, które trudno posądzać o posiadanie sumienia.

Tekst oryginalnie ukazał się w Magazynie Kultury

Tagi: , , , ,

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.