Mission: Impossible – Ghost Protocol

Seria “Mission Impossible” niemal od zawsze kojarzy się z trzema rzeczami: niesamowitymi gadżetami, bardzo charakterystycznym motywem muzycznym i Tomem Cruisem. Najnowsza część o podtytule “Ghost Protocol” nie zaskakuje i znane trio powraca. Problem w tym, że jednak przydałoby się jakieś zaskoczenie. Zmyślne gadżety zdążyły się przejeść, a próbujący, niczym Krzysztof Ibisz, być wiecznie młody Tom Cruise już nie elektryzuje tak, jak kiedyś. I nawet chwytliwy przewodni temat, tym razem w wersji Michaela Giacchino, nie zachwyca świeżością. Jednak zbliżający się termin zdatności do spożycia nie przeszkadza w całkiem niezłej zabawie.

Tym razem główny bohater, agent Ethan Hunt (Tom Cruise), rozpoczyna przygodę w niezbyt emocjonującej scenerii – więziennej celi w rosyjskim więzieniu. W ciągu kilkunastu minut filmu Ethan zostaje oskarżony o zamach bombowy na Kremlu, jego macierzysta agencja IMF zostaje rozwiązana przez prezydenta USA, a świat znowu staje w obliczu globalnej katastrofy – do nuklearnego arsenału Rosji chce się dorwać tajemniczy Cobalt. Jednym słowem, szybko robi się gorąco i trudno o chwilę wytchnienia. Ethan, wyciągnięty z więzienia przez Jane Carter (Paula Patton) i Benji’ego Dunna (Simon Pegg), natychmiast formuje nieoficjalny mini “dream team”, do którego dołącza także zaprawiony w bojach analityk, William Brand (Jeremy Renner). I ten oto kwartet ma uratować świat.

Najnowsze dzieło Brada Birda (dotychczas znanego m.in. z “Iniemamocnych” czy “Ratatuj”) błyskawicznie przeradza się w niekończące się sekwencje scen akcji. Od czasu do czasu tempo na chwilę spada (by uraczyć nas “chwytającymi za serce” dialogami o międzyludzkich relacjach), ale głównie po to, żeby kolejne filmowe wydarzenia jeszcze bardziej wgniotły nas w fotel. I trzeba przyznać, że się im to udaje. Powietrzne akrobacje, emocjonujące samochodowe i piesze pościgi, a wszystko to w gadżeciarskim sosie – aktorskie i kaskaderskie wyczyny robią wrażenie nawet na osobach, które niechętnie wybierają się na filmy akcji. Co ważne, chociaż sama opowiadana historia szczególnie nie wciąga i raczej nie mamy wątpliwości, że kolejna “misja niemożliwa” musi zakończyć się jakimś happy endem, to jednak napięcie nie spada do samego końca.

Sprawdzona ekipa, sprawdzone tricki. Świetna realizacja i mnóstwo odważnych scen. Takie wypunktowanie zdaje się sugerować, że “Ghost Protocol” jest znakomitą produkcją. W rzeczywistości jest jednak nieco inaczej. Chociaż bohaterowie odwiedzają takie miejsca jak Moskwa, Dubaj czy Bombaj, to filmowcom nie udało się wykorzystać potencjału tych różnorodnych scenerii. Zmienia się klimat, zmieniają się tła, ale to trochę za mało – ma się wrażenie, że istotniejsze są same wyrachowane sceny akcji, które w efekcie są pozbawione jakiegoś organicznego pierwiastka. Nieco inne rozłożenie akcentów na pewno nie zaszkodziłoby filmowi.

Najnowszą część “Mission Impossible” zapewne trudno byłoby strawić, gdyby nie spora dawka humoru. Autoironicznego, dodajmy. W serii, w której wymyślne gadżety już dawno przestały się przejmować granicami absurdu, humor jest niezbędny, żeby zachować równowagę i nie narazić się na śmieszność. Bardzo dobrze, że twórcy zdają sobie z tego sprawę i nie podchodzą do swojej twórczości zbyt poważnie. Poza tym liczne nawiązania do poprzednich odsłon są swoistą nagrodą dla fanów cyklu, którzy są mu oddani już od kilkunastu lat. Po raz drugi w serii wystąpił Simon Pegg, aktor, którego obecność gwarantuje komediowe epizody. Tym bardziej, że postać, którą sportretował, dopiero od niedawna działa w terenie – łatwo sobie wyobrazić, co z tego wynika.

“Ghost Protocol” to przyzwoity film, który przez większość czasu nie próbuje nawet udawać, że jest czymś więcej niż rozciągniętą do ponad dwóch godzin sceną akcji. Na szczęście na jej poziom nie można narzekać. Brakuje w tym wszystkim nieco świeżości, ale udało się utrzymać dość wysokie tempo i za to należą się brawa. Dla fanów serii – “must watch”. Dla reszty – tylko jeśli dawno nie widzieliście oldskulowego filmu akcji i nie szukacie fabuły, której bohaterami są ludzie, a nie samochody i nowoczesne gadżety.

Tekst oryginalnie ukazał się w Magazynie Kultury

Tagi: , , ,

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.