<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
	>

<channel>
	<title>Wandering in Urban Fog</title>
	<atom:link href="http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com</link>
	<description>Mniej lub bardziej (no dobra, raczej bardziej) subiektywne recenzje przejawów popkultury</description>
	<lastBuildDate>Mon, 23 Jan 2012 20:12:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
<cloud domain='wanderinginurbanfog.wordpress.com' port='80' path='/?rsscloud=notify' registerProcedure='' protocol='http-post' />
<image>
		<url>http://s2.wp.com/i/buttonw-com.png</url>
		<title>Wandering in Urban Fog</title>
		<link>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com</link>
	</image>
	<atom:link rel="search" type="application/opensearchdescription+xml" href="http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/osd.xml" title="Wandering in Urban Fog" />
	<atom:link rel='hub' href='http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/?pushpress=hub'/>
		<item>
		<title>Keith Richards &#8211; Życie</title>
		<link>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/23/keith-richards-zycie/</link>
		<comments>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/23/keith-richards-zycie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Jan 2012 20:12:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>wanderinginurbanfog</dc:creator>
				<category><![CDATA[literatura]]></category>
		<category><![CDATA[autobiografie]]></category>
		<category><![CDATA[keith richards]]></category>
		<category><![CDATA[the rolling stones]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/?p=151</guid>
		<description><![CDATA[Na wewnętrznej stronie okładki &#8222;Życia&#8221; Keitha Richardsa możemy przeczytać: &#8222;This is my life. Believe it or not, I haven&#8217;t forgotten any of it&#8221; (&#8222;To jest moje życie. Możesz w to wierzyć lub nie, ale nie zapomniałem żadnej jego części&#8221;). Takie wyznanie już na początku może nieco zaskoczyć nieprzygotowanego czytelnika, ale po przeczytaniu choćby połowy tej [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=151&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/keithokladka.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-153" title="Keith Richards" src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/keithokladka.jpg?w=519&#038;h=778" alt="" width="519" height="778" /></a>Na wewnętrznej stronie okładki &#8222;Życia&#8221; Keitha Richardsa możemy przeczytać: &#8222;This is my life. Believe it or not, I haven&#8217;t forgotten any of it&#8221; (&#8222;To jest moje życie. Możesz w to wierzyć lub nie, ale nie zapomniałem żadnej jego części&#8221;). Takie wyznanie już na początku może nieco zaskoczyć nieprzygotowanego czytelnika, ale po przeczytaniu choćby połowy tej opasłej księgi staje się oczywiste, że spamiętanie tylu faktów z prawie siedemdziesięcioletniego życia jest nie lada osiągnięciem. Tym bardziej, że Richards sam przyznaje, że przez długi czas jego paliwem były połączone siły heroiny i kokainy. Ale to nie one są głównymi bohaterami książki, a niebywała miłość do tworzenia muzyki, która nigdy nie musiała być wspomagana przez narkotyki.</p>
<p style="text-align:justify;">&#8222;Życie&#8221; to fascynująca autobiografia gitarzysty Rolling Stonesów, spisana przy współudziale dziennikarza Jamesa Foxa. Pojedyncze słowo na okładce jest może nieco banalnym zabiegiem, ale jednocześnie zwyczajnie pasuje do zawartości – Keith (że pozwolę sobie na taką poufałość) po kolei opowiada o kolejnych etapach swojego wyjątkowo barwnego życia, ale nie robi z siebie bohatera, którego należy stawiać na piedestale i stąd taka prostota tytułu. W książce znalazło się miejsce na wszystko – młodość spędzoną w Dartford, początki Stonesów, szczyt kariery czy swoistą emeryturę (jednak wciąż bardziej emocjonującą niż cały żywot przeciętnego śmiertelnika). Przygody Richardsa w naturalny sposób przypominają scenariusz filmowy. I jak w każdym szanującym się wysokobudżetowym, hollywoodzkim filmie, tak i w opowieści Keitha pojawiają się różne kraje i kontynenty – mamy okazję odwiedzić m.in. (oczywiście) Wielką Brytanię, Francję, Szwajcarię i USA, ale także rozbujaną Jamajkę czy Maroko. Podczas tych wszystkich podróży Keithowi niemal od zawsze towarzyszyły dwie rzeczy – miłość do bliskich mu osób i do napędzającej go muzyki.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/keith2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-154" title="Keith Richards" src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/keith2.jpg?w=519&#038;h=279" alt="" width="519" height="279" /></a>Wielokrotnie powracającym tematem jest proces twórczy – niemal w każdym rozdziale można znaleźć coś interesującego o komponowaniu. Akapity o natchnieniu, wenie, niemalże boskiej interwencji którejś z muz pochłania się łapczywie, bo bije od nich szczerość. Z drugiej strony Richards odżegnuje się od przesadnego gloryfikowania &#8222;pisania piosenek&#8221;. Nie uważa komponowania za coś niezwykłego, a siebie samego za wybitnego twórcę, we wczesnych latach namaszczonego przez boga. Jednocześnie sposób, w jaki pisze o tworzeniu (często w niezwykłych okolicznościach), jest ujmujący i łatwo zrozumieć, czemu w pełni oddał się tak satysfakcjonującemu i uzależniającemu bardziej niż jakiekolwiek używki zajęciu – &#8222;Czasem myślę, że pisanie piosenek jest jak chwytanie za serce tak mocno, jak tylko się da, bez spowodowania zawału&#8221;. Czuć w tych wszystkich zazwyczaj prostych słowach ogromną pasję i, co najważniejsze, wcale nie odbiera się ich jak przechwalania czy braku skromności. Raczej jak swoistą naiwność – jakby Keith momentami nie zdawał sobie sprawy ze swojej niewątpliwej wielkości i tego, że na zawsze zapisał się na kartach rock&#8217;n'rollowej historii. Być może ta naiwność została wykalkulowana przez Richardsa, który w dość słusznym wieku postanowił nieco wybielić swój wizerunek, ale trudno w takie wyrachowanie uwierzyć, bo do przyjemności związanej z komponowaniem wraca zbyt często, opisuje to zbyt plastycznie, zbyt swobodnie. A poza tym jest autorem tylu hitów, że nikt nie ma prawa mu zarzucić bycia narcyzem, który więcej mówi niż robi.</p>
<p style="text-align:justify;">Trudno wyobrazić sobie, żeby jakiekolwiek spotkanie z Richardsem mogło być nudne – w zanadrzu ma tyle anegdotek (których jest głównym bohaterem), że mógłby mówić bez końca, a słuchacze nawet przez chwilę nie myśleliby o oddaniu się w objęcia Morfeusza. &#8222;Życie&#8221; obfituje w doprawdy ogromną liczbę ciekawostek. Możemy chociażby dowiedzieć się, że w latach sześćdziesiątych &#8222;Amerykańska Federacja Muzyków mogła wydać zagranicznemu zespołowi zgodę na trasę albo na nagrywanie. Dwóch pozwoleń nie dało się dostać&#8221;, co zaowocowało Stonesami nagrywającymi w Memphis w iście partyzancki sposób, niemalże w całkowitej tajemnicy. Legendarny gitarzysta opowiada także o tym, jak w sklepie z zabawkami regularnie kupował zestaw &#8222;Mały lekarz&#8221; tylko po to, żeby zdobyć potrzebną mu strzykawkę. Przy okazji dla niepoznaki do koszyka dorzucał trzy misie i zdalnie sterowany samochód. A skoro mowa o dziwnych zachowaniach Keitha, to nie można nie wspomnieć o tym, jak reagował na ludzi, który odważyli się dotknąć jego jedzenia – nieistotne, czy mowa o jego chrupiącym przysmaku (&#8222;Moja sławna zasada podczas trasy: nikt nie dotyka zapiekanki pasterskiej przede mną. (…) Mam to w kontrakcie&#8221;), czy świeżym szczypiorku dodawanym do puree.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/keith_richards_pirate.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-155" title="Keith Richards" src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/keith_richards_pirate.jpg?w=519&#038;h=307" alt="" width="519" height="307" /></a>W autobiografii Richardsa, co raczej nie może być dla nikogo zaskakujące, możemy naprawdę dużo przeczytać o przeróżnych substancjach psychoaktywnych. Także o rozmaitych narkotykowych rytuałach czy problemach ze zdobyciem &#8222;towaru&#8221;. Keith zdradza ze szczegółami, jakie miał metody, jak wykorzystywał szemrane kontakty i jak wiele razy walczył z głodem (wiadomo jakim). Jednak pomimo tak dużej obecności tego tematu nie można powiedzieć, by Richards w jakikolwiek sposób namawiał do narkotyków czy próbował je idealizować. Raczej jest wręcz przeciwnie – uświadamia czytelników, jak łatwo jest upaść i jak trudno później się podnieść. Ponadto Keith co najmniej kilka razy wspomina, że te wszystkie używki w żaden magiczny sposób nie wpływały na wenę, nie pobudzały jego kreatywności. Krótko mówiąc – uświadamia, że narkotyki nie są żadnym rozwiązaniem dla ludzi marzących o rock&#8217;n'rollowej karierze.</p>
<p style="text-align:justify;">Z &#8222;Życia&#8221; dowiadujemy się także, w jakich okolicznościach w 1979 roku taśmy z ówczesnymi nagraniami Stonesów zostały pobłogosławione przez papieża. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Keitha Richardsa także ktoś musiał pobłogosławić, bo mimo tylu przeciwności losu, niesamowitych przygód i autodestrukcyjnych zachowań wciąż, cóż, żyje, a po przeczytaniu jego autobiografii jest to jednak spore zaskoczenie. Jego życie jest ciekawsze niż najbardziej wymyślna fikcja i pozostaje się cieszyć, że postanowił podzielić się z całym światem tą momentami szokująco szczerą opowieścią, w której nie brakuje ani samokrytyki, ani wzruszających wyznań. Opowieścią człowieka, który w życiu wiele razy kochał, ale nie zdradził tylko muzyki.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/151/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/151/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/151/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/151/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/151/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/151/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/151/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/151/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/151/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/151/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/151/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/151/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/151/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/151/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=151&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/23/keith-richards-zycie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/983f2eefa24a147b68e6a3d0fe5f6794?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">wanderinginurbanfog</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/keithokladka.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Keith Richards</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/keith2.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Keith Richards</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/keith_richards_pirate.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Keith Richards</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Olgierda Budrewicza słownik warszawski</title>
		<link>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/20/olgierda-budrewicza-slownik-warszawski/</link>
		<comments>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/20/olgierda-budrewicza-slownik-warszawski/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 20 Jan 2012 10:34:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>wanderinginurbanfog</dc:creator>
				<category><![CDATA[literatura]]></category>
		<category><![CDATA[olgierd budrewicz]]></category>
		<category><![CDATA[słowniki]]></category>
		<category><![CDATA[warszawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/?p=145</guid>
		<description><![CDATA[Nie od dzisiaj ludzie mają niezwykłą tendencję do wywyższania się – popularną metodą na poprawienie sobie humoru kosztem innych jest krytykowanie &#8222;przyjezdnych&#8221; w wielkich miastach i kwestionowanie ich prawa do określania się mianem pełnoprawnych mieszkańców. Nieistotne, czy mowa o Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu – zasada jest podobna. Szkoda tylko, że ludzie zdają się zapominać, że [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=145&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/slownik.jpeg"><img class="aligncenter size-full wp-image-146" title="Słownik warszawski" src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/slownik.jpeg?w=519" alt=""   /></a>Nie od dzisiaj ludzie mają niezwykłą tendencję do wywyższania się – popularną metodą na poprawienie sobie humoru kosztem innych jest krytykowanie &#8222;przyjezdnych&#8221; w wielkich miastach i kwestionowanie ich prawa do określania się mianem pełnoprawnych mieszkańców. Nieistotne, czy mowa o Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu – zasada jest podobna. Szkoda tylko, że ludzie zdają się zapominać, że samo mieszkanie (choćby od urodzenia) w jakimś mieście niewiele ma wspólnego z byciem warszawiakiem czy krakusem. Gdyby przepytać przypadkowych przechodniów z wiedzy na temat ich rodzinnego miasta, to prawdopodobnie wielu poległoby już na jednym z pierwszych pytań. Można pokusić się o stwierdzenie, że właśnie do takich osób (chociaż oczywiście nie tylko!) skierowany jest &#8222;Olgierda Budrewicza słownik warszawski&#8221;.</p>
<p style="text-align:justify;">W książce Budrewicza, znanego i cenionego dziennikarza, podróżnika i zapalonego varsavianisty, możemy znaleźć &#8222;hasła wszelakiej maści i autoramentu, nie zawsze bezpośrednio odnoszące się do naszej stolicy, ale zawsze mniej lub bardziej z nią związane&#8221; (za przedmową pióra prof. Andrzeja Jacka Bliklego). Blisko czterystustronicowa książka poświęcona jest ludziom, wydarzeniom, miejscom i zjawiskom, ale daleko jej do suchej encyklopedycznej formy. Co prawda &#8222;słownik&#8221; w tytule może odstraszać (szczególnie tych, których mimo dawno zakończonej edukacji wciąż przechodzą dreszcze na dźwięk słowa &#8222;dyktando&#8221;), ale nie warto ulegać takim pozorom – publikacja Budrewicza jest napisana bardzo przystępnie. Chociaż styl znanego varsavianisty jest swobodny, to daleko mu do kolokwialnego i nawet wyjątkowo subiektywna krytyka, której nie brakuje, ma w sobie niezmiernie dużo elegancji. Taki luźny i często dowcipny styl sprawia, że kolejne hasła pożera się w błyskawicznym tempie. W dodatku książka jest pełna ilustracji Juliana Bohdanowicza, które dosłownie ubarwiają bardzo wiele haseł. A niezobowiązująca, wręcz karykaturalna kreska zachęca, by ten specyficzny słownik potraktować jak przyjemną i lekką przygodę, przeżywaną w wygodnym fotelu z kubkiem gorącej herbaty w ręku.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/slownik.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-147" title="Słownik warszawski" src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/slownik.jpg?w=519&#038;h=546" alt="" width="519" height="546" /></a>Ułożone alfabetycznie hasła podświadomie każą nam traktować trzymaną w rękach książkę jak poważne i pokaźne źródło wiedzy. Jednak najlepszym określeniem pasującym do dzieła Budrewicza jest źródło ciekawostek. Autor słownika świadomie zrezygnował z nadmiernej szczegółowości i chociaż wiele informacji ma charakter uproszczony, to jednak należy uznać to za zaletę – jednostronicowe, a czasem zaledwie kilkuzdaniowe hasła dzięki swojej pozornej lakoniczności łatwiej wpadają do głowy (i tam zostają!). Tym bardziej, że w dziele aż roi się od soczystych anegdotek. Warto także zwrócić uwagę na dobór haseł – trudno nazwać go książkowym, trudno znaleźć jakiś konkretny klucz, ale niewątpliwie Budrewicz wiedział, co robi, bo jego słownik obfituje w przeróżne, warte zapamiętania ciekawostki. Czytelnik ma okazję dowiedzieć się na przykład, że konstruktorem amerykańskiego łazika księżycowego był absolwent i wykładowca Politechniki Warszawskiej czy że w Grobie Nieznanego Żołnierza obecnie spoczywają prochy wcale nie takiego nieznanego żołnierza. Budrewicz przypomina także, że nazwa dzielnicy Żoliborz nie wzięła się znikąd i pochodzi od pewnych francuskich słów. Możemy też przeczytać co nieco o zaniku typowo warszawskiej kuchni, którą wyparły szybkie posiłki w postaci cheeseburgera, pizzy czy kebaba.</p>
<p style="text-align:justify;">Subiektywnie, dowcipnie i wyjątkowo patriotycznie – tak można podsumować &#8222;Olgierda Budrewicza słownik warszawski&#8221;. Pomimo tytułowej warszawskości jest to publikacja zaskakująco uniwersalna – zaciekawi zarówno pasjonatów naszej aktualnej stolicy, jak i osoby, które Warszawę kojarzą głównie z Legią, Sejmem i metrem. W zasadzie każdy znajdzie tutaj coś interesującego – wartą zapamiętania opowiastkę czy fakt historyczny – bo czy się to komuś podoba, czy nie, Warszawa od dłuższego czasu bierze bardzo aktywny udział w życiu Polski i wiele wydarzeń, zjawisk i wybitnych Polaków jest z nią nierozerwalnie związanych.</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/145/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/145/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/145/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/145/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/145/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/145/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/145/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/145/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/145/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/145/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/145/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/145/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/145/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/145/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=145&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/20/olgierda-budrewicza-slownik-warszawski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/983f2eefa24a147b68e6a3d0fe5f6794?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">wanderinginurbanfog</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/slownik.jpeg" medium="image">
			<media:title type="html">Słownik warszawski</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/slownik.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Słownik warszawski</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Ciekawy przypadek Dana Browna</title>
		<link>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/14/ciekawy-przypadek-dana-browna/</link>
		<comments>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/14/ciekawy-przypadek-dana-browna/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 14 Jan 2012 00:10:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>wanderinginurbanfog</dc:creator>
				<category><![CDATA[literatura]]></category>
		<category><![CDATA[dan brown]]></category>
		<category><![CDATA[felietony]]></category>
		<category><![CDATA[teorie spiskowe]]></category>
		<category><![CDATA[Zaginiony symbol]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/?p=135</guid>
		<description><![CDATA[Nie wstydzę się przyznać, że jestem fanem twórczości Dana Browna. Z jego pięciu powieści przeczytałem cztery, a z tych czterech bardzo mi się podobały trzy (te z profesorem Langdonem w roli głównej) i uważam je za świetne książki. Wróć, za świetną rozrywkę. Zastanawiałem się ostatnio, co powoduje, że przeciętne literacko wypociny tego amerykańskiego pisarza zawładnęły [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=135&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/danbrown.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-136" title="Dan Brown" src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/danbrown.jpg?w=519&#038;h=297" alt="" width="519" height="297" /></a>Nie wstydzę się przyznać, że jestem fanem twórczości Dana Browna. Z jego pięciu powieści przeczytałem cztery, a z tych czterech bardzo mi się podobały trzy (te z profesorem Langdonem w roli głównej) i uważam je za świetne książki. Wróć, za świetną rozrywkę.</p>
<p style="text-align:justify;">Zastanawiałem się ostatnio, co powoduje, że przeciętne literacko wypociny tego amerykańskiego pisarza zawładnęły wyobraźnią milionów (!) ludzi na całym świecie, każda jego kolejna powieść może liczyć niemal natychmiast na status bestsellera, a filmy na podstawie jego twórczości na zyski liczone w setkach milionów dolarów. Tak, wypociny, bo zdecydowanie nie jest to wybitna twórczość, a rozrywka dla mas prezentująca poziom wyjątkowo przeciętny. Ale, jak napisałem we wstępie, ja również zaliczam się do grona osób, które z przyjemnością sięgają po kolejną książkę Browna i niecierpliwie czekają na następną. O co więc chodzi?</p>
<p style="text-align:justify;">Moja ocena tego fenomenu może być zdecydowanie nieobiektywna, bo nie ukrywam, że jestem wielkim fanem teorii spiskowych. Co prawda nie oznacza to, że w nie wszystkie wierzę, ale lubię o nich czytać, lubię gdybać, lubię tajemnice i filmy/książki, które z owych tajemnic robią głównych bohaterów. Dlatego tematyka, w której ostatnimi czasy lubuje się Dan Brown, tak do mnie przemawia. Ale przecież nie wszyscy są fanami spiskowej teorii dziejów, a mimo to książki Browna za każdym razem stają się hitami. Moim zdaniem dzieje się tak z kilku powodów.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/danbrown2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-139" title="Kod Leonarda da Vinci " src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/danbrown2.jpg?w=519&#038;h=345" alt="" width="519" height="345" /></a>Zacznijmy od formy. Jak wspomniałem Brown nie jest jakimś literackim geniuszem, ale niewątpliwie ma niezły warsztat, a już na pewno warsztat, który w zupełności wystarcza do pisania powieści sensacyjnych. Jego stylu, moim zdaniem, nic jakoś specjalnie nie wyróżnia &#8211; czyta się dobrze, szybko, informacje są sprawnie przekazywane czytelnikowi. Można powiedzieć, że jego styl jest transparentny niczym mało charakterystyczna muzyka filmowa, która jednak dobrze dopełnia obraz. Mimo tych dość surowych słów formę uważam za zaletę powieści o przygodach Roberta Langdona. Brown lubi swoją prozę dzielić na bardzo wiele rozdziałów (średnio ponad sto), co w przypadku powieści przypomina szybki i dynamiczny montaż w filmie. Jest to też ukłon w stronę współczesnych, którym ciężko jest się na czymś skoncentrować dłużej niż przez kilkanaście minut. Dzięki krótkim rozdziałom, prowadzeniu kilku wątków jednocześnie (które oczywiście muszą się kiedyś spotkać) i względnie prostemu językowi kolejne strony pochłania się bardzo szybko. I pojawia się zjawisko &#8222;no dobrze, jeszcze jedna strona&#8221;, bo tekst nie angażuje nas tak emocjonalnie czy intelektualnie, by rozpoczęcie kolejnego rozdziału w jakiś sposób zobowiązywało nas do doczytania go do końca podczas danej &#8222;sesji&#8221;.</p>
<p style="text-align:justify;">Jednak forma wcale nie jest najważniejsza. Wręcz przeciwnie &#8211; jest ona jedynie dopełnieniem bardzo sprawnie przygotowanego produktu. Siłą powieści Browna jest coś zupełnie innego. A mianowicie przeróżne zagadki i teorie spiskowe. Nie jest to wielkie odkrycie, prawda? Warto się jednak zastanowić co powoduje, że to akurat Brown osiągnął taki olbrzymi sukces. Oczywiście mam pewną teorię na ten temat.</p>
<p style="text-align:justify;">Moim zdaniem kluczowy jest fakt, że Brown stara się swoje pomysły jak najbardziej wtopić w znaną nam rzeczywistość. Znane dzieła sztuki &#8211; obrazy, rzeźby, budynki &#8211; nagle nabierają nowego znaczenia, ale znaczenia, które jesteśmy w stanie zaakceptować, bo Brown stara się nie jechać po bandzie (chociaż ja jestem fanem różnych spisków i ukrytych znaczeń, więc w tej kwestii jestem zdecydowanie nieobiektywny) w swoich interpretacjach wspomnianych dzieł. Jak wiadomo ludzie lubią to, co znają &#8211; nie ma potrzeba by się do czegoś od zera przyzwyczajać. Jeśli więc tylko lekko zmodyfikujemy znane miejsca czy fakty, to dużo łatwiej przekonać do ich akceptacji zwyczajnych ludzi (czytelników).</p>
<p style="text-align:justify;">Trzeba przyznać, że Dan Brown to sprawny manipulator &#8211; lekko nagina prawdę, ale w taki sposób, że na pierwszy rzut oka nie wiemy co jest faktem, co jego interpretacją, a co szczyptą fikcji. Całe to przeinaczanie jest bardzo zgrabne, a gdy pozwolimy by opowieść nas pochłonęła, to wszystko (mimo że grubymi nićmi szyte) wydaje się całkiem logiczne. Dodatkowo fakt, że te tajemnicze wydarzenia rozgrywają się w znanych miejscach, a głównymi bohaterami zagadek są bardzo popularne przejawy kultury, powoduje, że w całą opowieść zaskakująco łatwo jest uwierzyć. &#8222;Przecież ja już o tym słyszałem, a nigdy nie zwróciłem na to uwagi&#8230; Niesamowite!&#8221; &#8211; tak w dużym uproszczeniu można to podsumować.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/danbrown3.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-138" title="Washington National Cathedral" src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/danbrown3.jpg?w=519&#038;h=392" alt="" width="519" height="392" /></a>Kolejną bronią w arsenale Browna są ciekawostki. Nie ujawnia on na kartach swoich powieści żadnych tajemnic czy niezwykłych odkryć, ale często prezentuje mało znane typowemu czytelnikowi fakty historyczne, interesujące (i przedstawione jako szokujące) powiązania czy wspomniane ciekawostki. Dzięki &#8222;Zaginionemu symbolowi&#8221; dowiedziałem się, że w Waszyngtonie jest jedyny na świecie <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Washington_National_Cathedral">kościół z rzeźbą przedstawiającą Dartha Vadera</a>. Gdy tylko o tym przeczytałem, to informację musiałem sprawdzić. Okazała się prawdziwa. Jak to wpływa na czytelnika? &#8222;Wow, kto by się tego spodziewał. Naprawdę coś takiego istnieje!&#8221; &#8211; i znowu straszliwe uproszczenie. Gdy okazuje się, że taka nieprawdopodobna informacja jest prawdziwa, to jeszcze łatwiej uwierzyć w całą resztę opowieści. Krótko mówiąc &#8211; autor Kodu Leonarda da Vinci to sprytny gość.</p>
<p style="text-align:justify;">Gdy tak rozmyślałem nad fenomenem opowieści o profesorze Langdonie, to zrozumiałem, że &#8222;Gwiezdne wojny&#8221; swoją popularność w pewnym stopniu zawdzięczają zagrywkom podobnym do tych stosowanych przez głównego bohatera tego felietonu. Brownowi zarzuca się wiele błędów z zakresu historii sztuki czy teologii, ale przecież George Lucas także popełnił wiele błędów merytorycznych (że wspomnę tylko dźwięk w próżni), co nie jest dziwne &#8211; w końcu nie jest on fizykiem czy ogólnie osobą o ogromnej i szerokiej wiedzy. Odbiorcy jednak na takie błędy przymykają oko, bo pasują one do wizji całości. W ogóle &#8222;Gwiezdne wojny&#8221; mogą być odbierane jako totalna papka. Ale czy to może dziwić? Lucas, który wymyślił SW, to młody Amerykanin, który do swojego filmu wrzucał wszystko, co miał pod ręką i co go w jakiś sposób inspirowało, a niekoniecznie miało jakiś sens. Jakimś cudem ta mieszanka okazała się być jednak strawna, ale m.in. właśnie dzięki temu, że Lucas wykorzystał już znane ludziom elementy. W sadze odnajdujemy bardzo wyraźne nawiązania do kultury dalekiego wschodu, dzięki czemu Jedi nie wydają się być jakimś egzotycznym wymysłem. Rozwój bohaterów też jest oparty na od dawna znanym schemacie, a świat przedstawiony wydaje nam się bliski &#8211; gadżety i zaawansowane technologie są tylko dodatkiem, dekoracją, a nie rdzeniem uniwersum SW. Tradycyjna walka dobra ze złem, jak najbardziej przyziemne problemy bohaterów i udało się &#8211; powstał kultowy film. Jest to oczywiście temat na oddzielny felieton, ale to fascynujące, że ogólnoświatowe fenomeny mają wspólne cechy.</p>
<p style="text-align:justify;">Motywy działań niektórych postaci są przedziwne, a zbiegi okoliczności posuwające akcję do przodu są czasem naciągane do granic możliwości. Dodajmy jeszcze do tego bohaterów, którzy czasami brzmią jakby cytowali Wikipedię, pseudointelektualne wywody i nieco naiwne przesłanie całości. Wygląda to jakbym recenzował tragiczną książkę, a tymczasem &#8222;Zaginiony symbol&#8221;, który ostatnio przeczytałem, dostarczył mi świetnej rozrywki na parę dni. I chociaż mój dobry znajomy stwierdził, że on twórczości Browna nie znosi, bo jego powieści to &#8222;sam plot&#8221;, czyli jedynie akcja, wysokie tempo i szukanie sensacji, to mnie to nie przeszkadza, bo czasami warto dać się porwać produkcjom, którym daleko do ideału, bo mają tylko niektóre elementy interesujące. W końcu sadze też moglibyśmy wytknąć np. &#8222;Star Wars Physics&#8221;, braki w scenariuszu czy momentami tragiczne aktorstwo, ale tysiącom fanów nie świecie to przecież nie przeszkadza. Bo jednak zalet jest zdecydowanie więcej, a nie każdy element popkultury musi aspirować do miana dzieła sztuki.</p>
<p style="text-align:justify;">Tekst oryginalnie ukazał się na portalu <a href="http://sw-extreme.com/article,2831,ciekawy-przypadek-dana-browna.html">Star Wars Extreme</a></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/135/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/135/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/135/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/135/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/135/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/135/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/135/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/135/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/135/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/135/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/135/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/135/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/135/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/135/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=135&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/14/ciekawy-przypadek-dana-browna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/983f2eefa24a147b68e6a3d0fe5f6794?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">wanderinginurbanfog</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/danbrown.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Dan Brown</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/danbrown2.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Kod Leonarda da Vinci </media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/danbrown3.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Washington National Cathedral</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Chciwość (Margin Call)</title>
		<link>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/10/chciwosc-margin-call/</link>
		<comments>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/10/chciwosc-margin-call/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Jan 2012 15:38:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>wanderinginurbanfog</dc:creator>
				<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[dramat]]></category>
		<category><![CDATA[J.C. Chandor]]></category>
		<category><![CDATA[Jeremy Irons]]></category>
		<category><![CDATA[Kevin Spacey]]></category>
		<category><![CDATA[Paul Bettany]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/?p=116</guid>
		<description><![CDATA[To niebywałe, że Kevin Spacey, Jeremy Irons i Stanley Tucci spotkali się na planie &#8222;Chciwości&#8221;. W dodatku partnerują im jeszcze inne gwiazdy jak Demi Moore czy Paul Bettany. Niebywałe, bo &#8222;Chciwość&#8221; jest pierwszym pełnometrażowym filmem w karierze reżysera i scenarzysty J.C. Chandora. Jego pierwszy raz nie był łatwy – musiał pracować z grupą dużo bardziej [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=116&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/margincall.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-117" title="Margin Call" src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/margincall.jpg?w=519&#038;h=584" alt="" width="519" height="584" /></a>To niebywałe, że Kevin Spacey, Jeremy Irons i Stanley Tucci spotkali się na planie &#8222;Chciwości&#8221;. W dodatku partnerują im jeszcze inne gwiazdy jak Demi Moore czy Paul Bettany. Niebywałe, bo &#8222;Chciwość&#8221; jest pierwszym pełnometrażowym filmem w karierze reżysera i scenarzysty J.C. Chandora. Jego pierwszy raz nie był łatwy – musiał pracować z grupą dużo bardziej doświadczonych od siebie aktorów, a w dodatku podjął temat od paru lat niezmiennie gorący i kontrowersyjny, czyli kryzys finansowy. Jednak zamiast udawać cyrulika, który wie, jak uleczyć światową ekonomię czy wskazywać palcem, które osoby niezwłocznie powinny skończyć na stosie, Chandor zdecydował tylko wykorzystać znaną wszystkim scenerię, by nakręcić uniwersalny film nie o finansowym kryzysie, a o kryzysie człowieczeństwa.</p>
<p style="text-align:justify;">Film zaczyna się od sceny, którą wielu bywalców Wall Street zapewne nieraz oglądało – przeprowadzanych bez skrupułów masowych zwolnień. Nikt nie może czuć się bezpieczny – pracę traci także Eric Dale (Stanley Tucci), specjalista od oceny ryzyka, który firmie poświęcił dziewiętnaście lat życia. Biuro nienazwanej firmy opuszcza w eskorcie ochroniarza, a gdy drzwi windy mają się już zamknąć, wręcza Peterowi Sullivanowi (Zachary Quinto), jednemu ze swoich podwładnych, pendrive&#8217;a z projektem, nad którym pracował. I dodaje – bądź ostrożny. Sullivan najbliższą noc spędza w biurze, by dokonać wysoce niepokojącego odkrycia – niedługo straty firmy przewyższą jej wartość. W ciągu paru godzin informacja ta dociera do wyżej postawionych pracowników firmy, a także jej diabelsko charyzmatycznego szefa – Johna Tulda (Jeremy Irons).</p>
<p style="text-align:justify;">&#8222;Chciwość&#8221; to kameralny dramat rozgrywający się głównie w kilku pomieszczeniach. Nie ma tu miejsca na akcję czy balansowanie na krawędzi życia i śmierci, a jednak napięcie sięga zenitu. Przez większość filmu muzyka jest cicha, długimi momentami nieobecna, ale gdy już wychodzi z cienia, to znakomicie podkreśla nieznośny suspens i oniryczną atmosferę. Chociaż trzeba zauważyć, że poruszane problemy nie są tak abstrakcyjne, jak bywają nasze sny. Całość filmu sprawia wrażenie wyjątkowo teatralnego widowiska, a jednocześnie sterylnego, nieco wypranego z emocji. Ale właśnie to pozorne wypranie z emocji powoduje, że całokształt jeszcze bardziej przemawia do widza.</p>
<p style="text-align:justify;">Na pierwszy rzut oka głównymi bohaterami &#8222;Chciwości&#8221; wydają się stereotypowe korporacje, dla których każdy pracownik jest równie anonimowy i łatwy do zastąpienia – nawet jeśli większość życia oddał niewdzięcznej firmie. Nie można jednak owych korporacji uznać za bezlitosne twory o własnej świadomości – szybko uświadamiamy sobie, że to ludzie i ich wybory są odpowiedzialni za sytuację maluczkich. Bohaterowie filmu Chandora muszą zdecydować, czy to oni przyspieszą, a właściwie rozpoczną ogólnoświatowy kryzys, ale dzięki temu sami uratują siebie i garstkę najbardziej zaufanych osób. Planowane i popierane przez większość osób na szczycie działanie bez najmniejszych wątpliwości można uznać za nieetyczne, ale czy dla takich oderwanych od rzeczywistości, zarabiających absurdalnie dużo pieniędzy osób jest to jakikolwiek argument?</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/margincall2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-118" title="Margin Call" src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/margincall2.jpg?w=519&#038;h=345" alt="" width="519" height="345" /></a>&#8222;Chciwość&#8221; jest filmem, którego podstawą są dialogi, sprawnie napisany scenariusz i aktorzy, w ustach których wspomniane dialogi mają zabrzmieć możliwie wiarygodnie. Plejada gwiazd nie zawiodła oczekiwań – na twarzach wielkich aktorów widać prawdziwą walkę z samym sobą, trudność w podejmowaniu decyzji. Z drugiej strony, co być może jest nawet bardziej znamienne, u wielu z bohaterów nie widać żadnych dylematów. Tylko zimną kalkulację. Jeremy Irons swoim wyrachowaniem przeraża i fascynuje. U niego samego nie widać strachu, obaw o przyszłość firm. Od momentu, gdy przylatuje prywatnym helikopterem na wyjątkowe spotkanie zarządu, zainteresowany jest tylko tym, by jak najwięcej ugrać na spodziewanej sytuacji. Kilka miesięcy temu Ironsa mieliśmy okazję oglądać w roli papieża w serialu &#8222;Rodzina Borgiów&#8221;. Odtwarzany przez niego Rodrigo Borgia także miał zupełnie inne priorytety niż oczekiwałoby się od osoby zajmującej jego pozycję, co najlepiej pokazuje, że pewne rzeczy się nie zmieniają – zmieniają się tylko czasy i sceneria.</p>
<p style="text-align:justify;">Tradycyjnie wypada pochwalić Kevina Spacey – jemu przypadła rola Sama Rogersa, dyrektora ds. sprzedaży, który w ciągu jednej nocy znajduje się między młotem a kowadłem. Nie była to najlepsza kreacja w jego karierze, ale ze swojego zadania wywiązał bardzo dobrze. Warto również wspomnieć o Simonie Bakerze, ostatnio znanym głównie jako uwodzicielska gwiazda &#8222;Mentalisty&#8221; (typowego proceduralnego serialu wyróżniającego się w zasadzie właśnie kreacją Bakera) – oby &#8222;Chciwość&#8221; była zapowiedzią jego częstszej obecności na wielkim ekranie. W filmie Chandora bohatera, od którego wszystko się zaczyna, czyli młodego analityka Petera Sullivana, gra Zachary Quinto i niestety nie wytrzymuje on porównań do bardziej doświadczonych kolegów. Sullivana, zbyt ewidentnie pełnego ideałów, sportretował w sposób nadmiernie naiwny i delikatny. Z kolei Paul Bettany (grający Willa &#8222;Zarabiam dwa i pół miliona rocznie&#8221; Emersona) nieco przeszarżował, ale w kinie tak teatralnym uchodzi mu to płazem.</p>
<p style="text-align:justify;">Dzieło Chandora pokazuje, że do dzisiaj nieujarzmiony finansowy kryzys nie jest klęską żywiołową – czymś abstrakcyjnym, wywołanym przez coś równie abstrakcyjnego. Stali za tym ludzie. Ale ludzie tak pozbawieni empatii, że ich działania w zasadzie można porównać do trzęsienia ziemi, które trudno posądzać o posiadanie sumienia.</p>
<p style="text-align:justify;">Tekst oryginalnie ukazał się w <a href="http://www.kontury.net/index.php?LinkMenuID=24&amp;ReadPostID=38">Magazynie Kultury</a></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/116/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/116/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/116/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/116/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/116/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/116/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/116/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/116/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/116/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/116/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/116/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/116/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/116/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/116/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=116&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/10/chciwosc-margin-call/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/983f2eefa24a147b68e6a3d0fe5f6794?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">wanderinginurbanfog</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/margincall.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Margin Call</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/margincall2.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Margin Call</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Mission: Impossible &#8211; Ghost Protocol</title>
		<link>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/10/mission-impossible-ghost-protocol/</link>
		<comments>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/10/mission-impossible-ghost-protocol/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Jan 2012 15:17:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>wanderinginurbanfog</dc:creator>
				<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[jeremy renner]]></category>
		<category><![CDATA[sensacja]]></category>
		<category><![CDATA[simon pegg]]></category>
		<category><![CDATA[tom cruise]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/?p=111</guid>
		<description><![CDATA[Seria &#8222;Mission Impossible&#8221; niemal od zawsze kojarzy się z trzema rzeczami: niesamowitymi gadżetami, bardzo charakterystycznym motywem muzycznym i Tomem Cruisem. Najnowsza część o podtytule &#8222;Ghost Protocol&#8221; nie zaskakuje i znane trio powraca. Problem w tym, że jednak przydałoby się jakieś zaskoczenie. Zmyślne gadżety zdążyły się przejeść, a próbujący, niczym Krzysztof Ibisz, być wiecznie młody Tom [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=111&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/mi3-ghost-protocol.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-113" title="Ghost Protocol" src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/mi3-ghost-protocol.jpg?w=519&#038;h=307" alt="" width="519" height="307" /></a>Seria &#8222;Mission Impossible&#8221; niemal od zawsze kojarzy się z trzema rzeczami: niesamowitymi gadżetami, bardzo charakterystycznym motywem muzycznym i Tomem Cruisem. Najnowsza część o podtytule &#8222;Ghost Protocol&#8221; nie zaskakuje i znane trio powraca. Problem w tym, że jednak przydałoby się jakieś zaskoczenie. Zmyślne gadżety zdążyły się przejeść, a próbujący, niczym Krzysztof Ibisz, być wiecznie młody Tom Cruise już nie elektryzuje tak, jak kiedyś. I nawet chwytliwy przewodni temat, tym razem w wersji Michaela Giacchino, nie zachwyca świeżością. Jednak zbliżający się termin zdatności do spożycia nie przeszkadza w całkiem niezłej zabawie.</p>
<p style="text-align:justify;">Tym razem główny bohater, agent Ethan Hunt (Tom Cruise), rozpoczyna przygodę w niezbyt emocjonującej scenerii – więziennej celi w rosyjskim więzieniu. W ciągu kilkunastu minut filmu Ethan zostaje oskarżony o zamach bombowy na Kremlu, jego macierzysta agencja IMF zostaje rozwiązana przez prezydenta USA, a świat znowu staje w obliczu globalnej katastrofy – do nuklearnego arsenału Rosji chce się dorwać tajemniczy Cobalt. Jednym słowem, szybko robi się gorąco i trudno o chwilę wytchnienia. Ethan, wyciągnięty z więzienia przez Jane Carter (Paula Patton) i Benji&#8217;ego Dunna (Simon Pegg), natychmiast formuje nieoficjalny mini &#8222;dream team&#8221;, do którego dołącza także zaprawiony w bojach analityk, William Brand (Jeremy Renner). I ten oto kwartet ma uratować świat.</p>
<p style="text-align:justify;">Najnowsze dzieło Brada Birda (dotychczas znanego m.in. z &#8222;Iniemamocnych&#8221; czy &#8222;Ratatuj&#8221;) błyskawicznie przeradza się w niekończące się sekwencje scen akcji. Od czasu do czasu tempo na chwilę spada (by uraczyć nas &#8222;chwytającymi za serce&#8221; dialogami o międzyludzkich relacjach), ale głównie po to, żeby kolejne filmowe wydarzenia jeszcze bardziej wgniotły nas w fotel. I trzeba przyznać, że się im to udaje. Powietrzne akrobacje, emocjonujące samochodowe i piesze pościgi, a wszystko to w gadżeciarskim sosie – aktorskie i kaskaderskie wyczyny robią wrażenie nawet na osobach, które niechętnie wybierają się na filmy akcji. Co ważne, chociaż sama opowiadana historia szczególnie nie wciąga i raczej nie mamy wątpliwości, że kolejna &#8222;misja niemożliwa&#8221; musi zakończyć się jakimś happy endem, to jednak napięcie nie spada do samego końca.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/mission_imposible_ghost_protocol_a_h.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-114" title="Ghost Protocol" src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/mission_imposible_ghost_protocol_a_h.jpg?w=519&#038;h=292" alt="" width="519" height="292" /></a>Sprawdzona ekipa, sprawdzone tricki. Świetna realizacja i mnóstwo odważnych scen. Takie wypunktowanie zdaje się sugerować, że &#8222;Ghost Protocol&#8221; jest znakomitą produkcją. W rzeczywistości jest jednak nieco inaczej. Chociaż bohaterowie odwiedzają takie miejsca jak Moskwa, Dubaj czy Bombaj, to filmowcom nie udało się wykorzystać potencjału tych różnorodnych scenerii. Zmienia się klimat, zmieniają się tła, ale to trochę za mało – ma się wrażenie, że istotniejsze są same wyrachowane sceny akcji, które w efekcie są pozbawione jakiegoś organicznego pierwiastka. Nieco inne rozłożenie akcentów na pewno nie zaszkodziłoby filmowi.</p>
<p style="text-align:justify;">Najnowszą część &#8222;Mission Impossible&#8221; zapewne trudno byłoby strawić, gdyby nie spora dawka humoru. Autoironicznego, dodajmy. W serii, w której wymyślne gadżety już dawno przestały się przejmować granicami absurdu, humor jest niezbędny, żeby zachować równowagę i nie narazić się na śmieszność. Bardzo dobrze, że twórcy zdają sobie z tego sprawę i nie podchodzą do swojej twórczości zbyt poważnie. Poza tym liczne nawiązania do poprzednich odsłon są swoistą nagrodą dla fanów cyklu, którzy są mu oddani już od kilkunastu lat. Po raz drugi w serii wystąpił Simon Pegg, aktor, którego obecność gwarantuje komediowe epizody. Tym bardziej, że postać, którą sportretował, dopiero od niedawna działa w terenie – łatwo sobie wyobrazić, co z tego wynika.</p>
<p style="text-align:justify;">&#8222;Ghost Protocol&#8221; to przyzwoity film, który przez większość czasu nie próbuje nawet udawać, że jest czymś więcej niż rozciągniętą do ponad dwóch godzin sceną akcji. Na szczęście na jej poziom nie można narzekać. Brakuje w tym wszystkim nieco świeżości, ale udało się utrzymać dość wysokie tempo i za to należą się brawa. Dla fanów serii – &#8222;must watch&#8221;. Dla reszty – tylko jeśli dawno nie widzieliście oldskulowego filmu akcji i nie szukacie fabuły, której bohaterami są ludzie, a nie samochody i nowoczesne gadżety.</p>
<p style="text-align:justify;">Tekst oryginalnie ukazał się w <a href="http://www.kontury.net/index.php?LinkMenuID=24&amp;ReadPostID=36">Magazynie Kultury</a></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/111/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/111/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/111/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/111/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/111/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/111/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/111/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/111/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=111&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/10/mission-impossible-ghost-protocol/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/983f2eefa24a147b68e6a3d0fe5f6794?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">wanderinginurbanfog</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/mi3-ghost-protocol.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Ghost Protocol</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/mission_imposible_ghost_protocol_a_h.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">Ghost Protocol</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Wyścig z czasem (In Time)</title>
		<link>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/10/wyscig-z-czasem-in-time/</link>
		<comments>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/10/wyscig-z-czasem-in-time/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Jan 2012 15:06:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>wanderinginurbanfog</dc:creator>
				<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[Andrew Niccol]]></category>
		<category><![CDATA[film akcji]]></category>
		<category><![CDATA[Justin Timberlake]]></category>
		<category><![CDATA[sci-fi]]></category>
		<category><![CDATA[sensacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/?p=106</guid>
		<description><![CDATA[Wizja świata, w którym za wszystko płacimy czasem, jaki nam pozostał na ziemskim padole, jest niezwykle intrygująca. I dlatego właśnie po obejrzeniu trailera &#8222;In Time&#8221; z niecierpliwością czekałem na jego premierę. Niestety okazało się, że sam, nawet najlepszy, pomysł to za mało, żeby po dwugodzinnym seansie wyjść z kina w pełni usatysfakcjonowanym. W najnowszym filmie [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=106&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/intime1.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-107" title="In Time" src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/intime1.jpg?w=519&#038;h=371" alt="" width="519" height="371" /></a>Wizja świata, w którym za wszystko płacimy czasem, jaki nam pozostał na ziemskim padole, jest niezwykle intrygująca. I dlatego właśnie po obejrzeniu trailera &#8222;In Time&#8221; z niecierpliwością czekałem na jego premierę. Niestety okazało się, że sam, nawet najlepszy, pomysł to za mało, żeby po dwugodzinnym seansie wyjść z kina w pełni usatysfakcjonowanym.</p>
<p style="text-align:justify;">W najnowszym filmie Andrew Niccola świat pełen jest ludzi o wyglądzie dwudziestopięciolatków. Istny raj dla estetów. Dzieje się tak, ponieważ dzięki osiągnięciom medycyny ludzie przestają się starzeć po osiągnięciu ćwierćwiecza. Brzmi pięknie? Owszem, ale jest pewien haczyk &#8211; po dotarciu do wspomnianego wieku pozostaje zaledwie rok życia, a na każdą kolejną sekundę trzeba zapracować. Co jest niełatwe, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że życie kosztuje, a walutą jest czas, którego upływu każdy jest boleśnie świadomy. A gdyby komuś zdarzyło się o nim zapomnieć, to wystarczy, że spojrzy na wielki, bezlitosny licznik na swojej lewej ręce ze święcącymi, zielonymi cyframi. Same zera zawsze oznaczają jedno  śmierć.</p>
<p style="text-align:justify;">Głównym bohaterem &#8222;Wyścigu z czasem&#8221; jest Will Salas (Justin Timberlake), jeden z tysięcy mieszkańców getta, który rzadko kiedy ma do rozdysponowania więcej niż dzień życia. Wszystko jednak odmienia się, gdy jego los splata się z Henrym Hamiltonem, którego licznik wyświetla imponujące sto szesnaście lat. Jest on już jednak zmęczony swoim ponad stuletnim żywotem i postanawia przekazać cały swój pozostały czas Willowi, który uratował przed pewną śmiercią w podrzędnym barze. Od tego momentu akcja zdecydowanie nabiera tempa Will postanawia uciec do innej &#8222;strefy czasowej&#8221;, zwyczajowo zarezerwowanej dla bogatych. Jednak tym, których majątki liczy się w mileniach, nie podoba się, by ktoś znikąd z dnia na dzień uzyskał przywileje podobne do ich. A fakt, że Will zostaje podejrzany o zamordowanie Hamiltona, zdecydowanie mu nie pomaga, bo w sprawę zostają zaangażowani Strażnicy Czasu.</p>
<p style="text-align:justify;">Trzeba przyznać, że Niccol pomysł miał świetny. Z realizacją jest jednak dużo gorzej. Niestety żyjemy w takich czasach, że od filmu SF oczekuje się przede wszystkim efekciarstwa i akcji.&#8221;Wyścig z czasem&#8221; żadnej z tych rzeczy nam nie oferuje, a wizja przyszłości jest mało sugestywna. Oczywiście nie chodzi o świadomie wybrany przez reżysera styl retro-futuryzmu. Problem tkwi raczej w braku jakiegoś spoiwa, które spowodowałoby, że sztucznie wykreowana rzeczywistość w stu procentach by nas wciągnęła i nie wydawała się taka sterylna i pusta. Tymczasem nawet na moment trudno się pozbyć wrażenia, że to wszystko jest równie przekonujące, co pomalowana na zielono zwiędła trawa.</p>
<p style="text-align:justify;">Brakuje także dynamicznych, zapierających dech w piersiach sekwencji scen akcji. Akcja nie jest, rzecz jasna, wyznacznikiem jakości filmu, ale &#8222;Wyścig z czasem&#8221; na poziomie scenariusza i poruszanych problemów nie oferuje wystarczająco dużo, by traktować go jedynie jako intelektualną ucztę. Dzieło Niccola próbuje podjąć się komentarza aktualnej sytuacji na świecie, zdominowanym przez kryzysy finansowe i różnorakie &#8222;grupy trzymające władzę&#8221;, ale robi to w sposób zbyt dosłowny i uproszczony. W dodatku walka z systemem, którą utożsamia dobroduszny Will Salas, pasuje raczej do pastiszu niż filmu SF, próbującego zabrać głos w istotnej kwestii.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/intime2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-108" title="In Time" src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/intime2.jpg?w=519&#038;h=346" alt="" width="519" height="346" /></a>Koncept ludzi bogatych, którzy nigdy nie muszą się nigdzie spieszyć i biedaków, dla których każda chwila jest na wagę złota, jest może nieco sztampowy, ale niewątpliwie wciąż aktualny. Jednak zabiegani biedacy w filmie, w którym powiedzenie &#8222;czas to pieniądz&#8221; jest tak dosłowne, jak to tylko możliwe, nie są szczytem finezji. Nie jest nim też scenariusz &#8222;In Time&#8221; i wygłaszane przez bohaterów kwestie. Co ciekawe, w scenariuszu znalazło się sporo miejsca dla elementów komicznych, które potrafią wywołać szczery uśmiech na twarzy, ale wydają się pochodzić z zupełnie innej bajki.</p>
<p style="text-align:justify;">Mimo że obsada filmu jest gwiazdorska, to gra aktorów nie powala. Warto jednak zauważyć, że chociaż wszyscy aktorzy są w miarę w zbliżonym wieku, to paru z nich udało się pokazać, że dwudziestopięciolatkami są tylko z wyglądu &#8211; wystarczy wspomnieć (znanego z &#8222;Incepcji&#8221; czy &#8222;Batmanów&#8221; Nolana) Cilliana Murphy&#8217;ego, który wcielił się w styranego życiem Strażnika Czasu. Niekwestionowana gwiazda produkcji, Timberlake, zagrał natomiast co najwyżej przyzwoicie, co nie przeszkodziło mu, żeby wypaść wiarygodnie w roli Willa. Problem w tym, że Will nie jest wiarygodną postacią. Tak samo jak i całe getto, gdzie ludzie, którym zostało zaledwie kilka godzin życia, spokojnie stoją w kolejce po kosztującą kilka bezcennych minut kawę. A skoro mowa o getcie, to należy wspomnieć o epizodzie Johnny&#8217;ego Galecki (w roli Borela, wieloletniego kumpla Willa), którego występ może być sporym zaskoczeniem dla osób znających go jedynie z roli Leonarda w hitowym sitcomie &#8222;The Big Bang Theory&#8221;.</p>
<p style="text-align:justify;">Po Niccolu, który paręnaście lat temu zachwycił świat świetnym &#8222;Truman Show&#8221; (scenariusz), a przede wszystkim doskonałą &#8222;Gattacą&#8221; (scenariusz i reżyseria), można było spodziewać się dużo więcej. Niestety &#8222;In Time&#8221; jest najlepszym dowodem na to, że swobodny dostęp do topowych nazwisk nie zawsze gwarantuje sukces, ale za to zawsze stwarza ryzyko niewypału &#8211; bardzo łatwo zachłysnąć się rozmachem i hollywoodzkością produkcji i zapomnieć o tak elementarnej sprawie, jak scenariusz. &#8222;Wyścig z czasem&#8221; to wręcz wzorcowy przykład wyśmienitego pomysłu i niewykorzystanego potencjału. Niestety zdecydowanie za szybko przystąpiono do produkcji, a potem nie było już, nomen omen, czasu, by nadrobić ewidentne braki na poziomie scenariusza i ogólnej koncepcji całości.</p>
<p style="text-align:justify;">Tekst oryginalnie ukazał się w <a href="http://www.kontury.net/index.php?LinkMenuID=24&amp;ReadPostID=27">Magazynie Kultury</a></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/106/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/106/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/106/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/106/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/106/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/106/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/106/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/106/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/106/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/106/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/106/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/106/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/106/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/106/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=106&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/10/wyscig-z-czasem-in-time/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/983f2eefa24a147b68e6a3d0fe5f6794?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">wanderinginurbanfog</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/intime1.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">In Time</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/intime2.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">In Time</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Many Faces of Brenda Walsh</title>
		<link>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/10/many-faces-of-brenda-walsh/</link>
		<comments>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/10/many-faces-of-brenda-walsh/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Jan 2012 14:35:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>wanderinginurbanfog</dc:creator>
				<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[funk]]></category>
		<category><![CDATA[hiphop]]></category>
		<category><![CDATA[soul]]></category>
		<category><![CDATA[synthpop]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/?p=95</guid>
		<description><![CDATA[&#8222;Kiepska podróbka Jamiroquai z dolewką Prince&#8217;a&#8221; &#8211; takim mianem określają Brendę Walsh niektórzy (złośliwi?) internauci. Nie można w stu procentach zanegować tego określenia, ale tylko dlatego, że twórczość młodego warszawskiego zespołu bez większych trudności wytrzymuje porównania m.in. do wspomnianych dokonań Jaya Kaya i spółki, a samo skojarzenie z Księciem zdecydowanie należy odebrać jako komplement. Brenda [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=95&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><a href="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/many-faces-of-brenda-walsh_brenda-walsh-99902101010_barracuda002_6001.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-100" title="many-faces-of-brenda-walsh_brenda-walsh-99902101010_Barracuda002_600" src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/many-faces-of-brenda-walsh_brenda-walsh-99902101010_barracuda002_6001.jpg?w=519&#038;h=519" alt="" width="519" height="519" /></a>&#8222;Kiepska podróbka Jamiroquai z dolewką Prince&#8217;a&#8221; &#8211; takim mianem określają Brendę Walsh niektórzy (złośliwi?) internauci. Nie można w stu procentach zanegować tego określenia, ale tylko dlatego, że twórczość młodego warszawskiego zespołu bez większych trudności wytrzymuje porównania m.in. do wspomnianych dokonań Jaya Kaya i spółki, a samo skojarzenie z Księciem zdecydowanie należy odebrać jako komplement.</p>
<p style="text-align:justify;">Brenda Walsh (wcześniej znana jako Funk Me Hard) to, jak na dzisiejsze czasy, zespół nietypowy, bo aż dwunastoosobowy. Oczywistym jest więc, że w tak dużej grupie osób musi dochodzić do zderzania się różnych wizji muzyki, a efekt końcowy jest wypadkową przeróżnych inspiracji. I tak jest w przypadku Brendy. Chociaż za fundament jej twórczości można uznać funk, to na debiutanckiej płycie &#8222;Many Faces of Brenda Walsh&#8221; odnajdujemy dużo więcej stylów, m.in. hip-hop, pop czy electro.</p>
<p style="text-align:justify;">Zabieranie się za funk wbrew pozorom wcale nie jest przepisem na sukces. Wręcz przeciwnie, jest to dość ryzykowne zajęcie, bo nawet najlepsi instrumentaliści nie gwarantują ujawnienia się eterycznego groove&#8217;u. A to podstawa, bo przecież funk bez groove&#8217;u to jak &#8222;House&#8221; bez Hugh Laurie&#8217;ego – niby mógłby istnieć, ale jednak chciałoby się go wyłączyć. Same linie basowe jeszcze nie potrafią zmieść z parkietu, ale w końcu nie do razu Rzym zbudowano, a Jimmy Page nie od razu grał w Led Zeppelin.</p>
<p style="text-align:justify;">W muzyce Brendy jest autentyczna energia. Słychać radość tworzenia i że utwory powstają na wspólnych jamach. W jednym z numerów można usłyszeć: &#8222;My gramy tak ziom / muzykę z pasją&#8221; i trudno się z tym wyznaniem nie zgodzić. Warto też dodać, że Brenda Walsh na żywo brzmi co najmniej tak dobrze (a może i lepiej), jak na nagraniach studyjnych – wewnątrzzespołowa chemia jest oczywista, rozbudowany skład pozwala osiągnąć zwarte, organiczne brzmienie, w którym wszystko po prostu się &#8222;klei&#8221;. Bębny, bas, perkusjonalia, gitara, klawisze, dęciaki, elektronika, rap i wokal – skromne kwartety mogą tylko pozazdrościć.</p>
<p style="text-align:justify;"><a href="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/brendapromo.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-102" title="brendapromo" src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/brendapromo.jpg?w=519&#038;h=346" alt="" width="519" height="346" /></a>Bezdyskusyjnym atutem Brendy Walsh jest jej charyzmatyczny wokalista Radek Rejsel (Ra Re), którego śpiewanie zachwyca przede wszystkim niewymuszoną swobodą i swoistą zmysłowością. Co prawda wiele osób, poniekąd słusznie, narzeka na nieszczególnie wysublimowane teksty wyśpiewywane przez Ra Re, ale jeśli mam do wyboru kiepskie melodie i świetne teksty oraz świetne melodie i kiepskie teksty, to bez namysłu wybieram opcję numer dwa. Z kolei do nawijki Puocia raczej nie można mieć zastrzeżeń – pasuje do imprezowej energii muzyki i nie schodzi poniżej pewnego poziomu. W tym miejscu warto zauważyć, że na &#8222;Many Faces of Brenda Walsh&#8221; możemy usłyszeć teksty zarówno polskie, jak i angielskie, a w niektórych numerach oba języki wzajemnie się dopełniają, a efekt jest jak najbardziej przyswajalny.</p>
<p style="text-align:justify;">Nie bez powodu zawsze, gdy mowa o Brendzie Walsh, pojawia się funk. Jednakże wrzucanie dokonań niepokornej Brendy do szufladki funk może być dość mylące (i krzywdzące zarazem) – w końcu największymi hitami z pierwszej płyty wydają się być &#8222;Porn Site&#8221; (chwytliwe electro) i &#8222;Million Beds&#8221; (synthpop z fuzzowatym syntezatorem w roli w głównej). Nie brakuje klimatów jazzujących (&#8222;Kawałek o deszczu na 6/8&#8243;) czy soulowych (&#8222;Tonight&#8221;), a nie sposób też zapomnieć o sporej dawce dobrego rapu na &#8222;żywych pętlach&#8221; (&#8222;College Love&#8221;, &#8222;Gramy z pasją&#8221;).</p>
<p style="text-align:justify;">Pierwsze LP Brendy Walsh można podsumować krótko: jest dobrze, może być lepiej. Ważne, że nie trzeba uciekać się do eufemizmów w stylu: &#8222;dobre jak na polskie granie&#8221;, bo muzyka broni się sama i nie potrzebuje bonusowych punktów za pochodzenie. Twórczość Brendy zwyczajnie buja, a najlepiej przekonać się o tym na koncercie.</p>
<p style="text-align:justify;">Tekst oryginalnie ukazał się w <a href="http://www.kontury.net/index.php?LinkMenuID=23&amp;ReadPostID=23">Magazynie Kultury</a></p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/95/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/95/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/95/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/95/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/95/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/95/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/95/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/95/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/95/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/95/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/95/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/95/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/95/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/95/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=95&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2012/01/10/many-faces-of-brenda-walsh/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/983f2eefa24a147b68e6a3d0fe5f6794?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">wanderinginurbanfog</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/many-faces-of-brenda-walsh_brenda-walsh-99902101010_barracuda002_6001.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">many-faces-of-brenda-walsh_brenda-walsh-99902101010_Barracuda002_600</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2012/01/brendapromo.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">brendapromo</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Rottun Recordings &#8211; The Union EP</title>
		<link>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2009/01/28/rottun-recordings-the-union-ep/</link>
		<comments>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2009/01/28/rottun-recordings-the-union-ep/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 28 Jan 2009 15:50:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>wanderinginurbanfog</dc:creator>
				<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[droid sector]]></category>
		<category><![CDATA[dubstep]]></category>
		<category><![CDATA[rottun recordings]]></category>
		<category><![CDATA[tom encore]]></category>
		<category><![CDATA[vaski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/?p=81</guid>
		<description><![CDATA[Najnowsze wydawnictwo Rottun Recordings to solidna dawka potężnego dubstepu. 5 tracków łączy atmosfera miejskich zaułków po zmroku, a także dosadność gęstych, smolistych basów. The Union to także zaskakująco duża porcja energii &#8211; poszczególne numery są niczym ekstremalna dawka adrenaliny mimo tego, że bębny czy aranżacje nie mają wiele wspólnego z typowymi imprezowymi bangerami. Autorzy postawili [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=81&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><img class="aligncenter size-full wp-image-90" title="theunionep1" src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2009/01/theunionep1.jpg?w=519" alt="theunionep1"   /></p>
<p style="text-align:justify;">Najnowsze wydawnictwo Rottun Recordings to solidna dawka potężnego dubstepu. 5 tracków łączy atmosfera miejskich zaułków po zmroku, a także dosadność gęstych, smolistych basów. <strong>The Union</strong> to także zaskakująco duża porcja energii &#8211; poszczególne numery są niczym ekstremalna dawka adrenaliny mimo tego, że bębny czy aranżacje nie mają wiele wspólnego z typowymi imprezowymi bangerami. Autorzy postawili na epicki klimat, na wykreowanie zapamiętywalnej, mrocznej atmosfery. Odsłuch tego materiału można chyba porównać do uczuć towarzyszącym pilotom sterującym olbrzymimi maszynami kroczące rodem z filmów sci-fi &#8211; świadomość władzy i powolnego acz zdecydowanego zdobywania nowych terytoriów. Lepkie, chropowate basy miażdżą wszystko co stoi na ich drodze. Co ciekawe pomimo gęstych i bardzo zwartych brzmień autorem udało się zachować sporo przestrzeni w aranżacjach dzięki czemu momentami mamy do czynienia z atmosferycznym dubstepem. <strong>The Union</strong> to bardzo solidne wydawnictwo, którego słucha się z przyjemnością, ale ma też swoje wady. A mianowicie materiał brzmi wręcz zbyt spójnie, co jest wadą jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że utwory na te EPkę zostały wyprodukowane przez 3 producentów. Brakuje trochę czegoś co by wyróżniało poszczególnych autorów. Tak czy inaczej warto wyróżnić wszystkich: Toma Encore&#8217;a (polski reprezentant na tym wydawnictwie), Droid Sectora (w szczególności za tajemniczy numer <em>The Ruiner</em>) i Vaski&#8217;ego (szalone <em>Release Her</em>). Solidne wydawnictwo, 5 świetnych kawałków, które raczej klasykami nie zostaną, ale warto do nich wracać.</p>
<p style="text-align:justify;">Ocena: 8/10</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/81/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/81/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/81/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/81/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/81/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/81/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/81/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/81/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/81/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/81/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/81/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/81/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/81/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/81/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=81&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2009/01/28/rottun-recordings-the-union-ep/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/983f2eefa24a147b68e6a3d0fe5f6794?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">wanderinginurbanfog</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2009/01/theunionep1.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">theunionep1</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>VA &#8211; Anechoic Chamber</title>
		<link>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2008/12/08/va-anechoic-chamber/</link>
		<comments>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2008/12/08/va-anechoic-chamber/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Dec 2008 14:50:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>wanderinginurbanfog</dc:creator>
				<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[ambient]]></category>
		<category><![CDATA[dubstep]]></category>
		<category><![CDATA[techdub]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/?p=54</guid>
		<description><![CDATA[Anechoic Chamber, pierwsze wydawnictwo labelu Echodub, to solidna dawka techdubu i atmosferycznego dubstepu. 20 tracków o świetnym, przestrzennym brzmieniu zabiera słuchacza w inny świat na niemal 2 godziny. To raczej relaksacyjna muzyka, ale nie pozwala nikomu zmrużyć oka nawet na chwilę. Powolnie wkręcające bity, niekończące się echa, akordy wygrywane przez syntezatory o powłóczystym brzmieniu &#8211; [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=54&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><strong><img class="aligncenter size-full wp-image-76" title="anechoicchamber" src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2008/12/anechoicchamber.jpg?w=519" alt="anechoicchamber"   /></strong></p>
<p style="text-align:justify;"><strong>Anechoic Chamber</strong>, pierwsze wydawnictwo labelu Echodub, to solidna dawka techdubu i atmosferycznego dubstepu. 20 tracków o świetnym, przestrzennym brzmieniu zabiera słuchacza w inny świat na niemal 2 godziny. To raczej relaksacyjna muzyka, ale nie pozwala nikomu zmrużyć oka nawet na chwilę. Powolnie wkręcające bity, niekończące się echa, akordy wygrywane przez syntezatory o powłóczystym brzmieniu &#8211; niemal każdy numer zapewni nam takie atrakcje. Niestety poszczególne utwory mają czasem aż za wiele wspólnego i często brzmią jak produkcje jednego artysty. Brakuje naprawdę intrygujących brzmień, ciekawych przejść czy po prostu zapamiętywalnych motywów. Oczywiście w pewnym stopniu jest to domena gatunku, ale słuchając <strong>Anechoic Chamber</strong> ma się wrażenie, że producenci opierali się na zbyt często na schematach. Na szczęście na albumie znalazło się kilka perełek np. <em>Silent Q</em> czy <em>The Entity</em>. Pierwszy z tych numerów czaruje słuchacza glitchowanym feelingiem, natomiast drugi jest świetnym przykładem jak zagospodarować całą przestrzeń tajemniczymi brzmieniami i jeszcze zaintrygować odbiorcę subtelną, minimalistyczną melodią. Warto wspomnieć również o kolejności kawałków na płycie &#8211; zaczyna się spokojnie, od cieplejszych techdubowych numerów, a mniej więcej od połowy dostajemy numery zdecydowanie mroczniejsze. Anechoic Chamber to solidne wydawnictwo i pomimo kilku zastrzeżeń zdecydowanie je polecam, bo potrafi zaskoczyć. A fakt, że jest dostępne za darmo jest wielkim atutem.</p>
<p>Ocena: 7/10</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/54/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/54/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/54/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/54/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/54/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/54/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/54/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/54/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/54/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/54/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/54/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/54/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/54/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/54/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=54&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2008/12/08/va-anechoic-chamber/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/983f2eefa24a147b68e6a3d0fe5f6794?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">wanderinginurbanfog</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2008/12/anechoicchamber.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">anechoicchamber</media:title>
		</media:content>
	</item>
		<item>
		<title>Bracia &#8211; Tribute to Queen</title>
		<link>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2008/12/07/bracia-tribute-to-queen/</link>
		<comments>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2008/12/07/bracia-tribute-to-queen/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 07 Dec 2008 14:08:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>wanderinginurbanfog</dc:creator>
				<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[bracia]]></category>
		<category><![CDATA[cover]]></category>
		<category><![CDATA[cugowscy]]></category>
		<category><![CDATA[queen]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/?p=68</guid>
		<description><![CDATA[Gdy dowiedziałem się o tym albumie, to byłem bardzo sceptycznie nastawiony &#8211; porywać się na Queen? Przecież to niemal pewne muzyczne samobójstwo. Z tym większym zaciekawieniem zapoznałem się z gotowym wydawnictwem. I muszę przyznać, że jednak się myliłem &#8211; Bracia nagrali bardzo przyzwoitą płytę. Pierwsze wrażenie &#8211; świetne brzmienie w wykonaniu nowoczesnego Queen. No właśnie [...]<img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=68&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align:justify;"><img class="aligncenter size-full wp-image-72" title="tributetoqueen" src="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2008/12/tributetoqueen.jpg?w=519" alt="tributetoqueen"   /></p>
<p style="text-align:justify;">Gdy dowiedziałem się o tym albumie, to byłem bardzo sceptycznie nastawiony &#8211; porywać się na Queen? Przecież to niemal pewne muzyczne samobójstwo. Z tym większym zaciekawieniem zapoznałem się z gotowym wydawnictwem. I muszę przyznać, że jednak się myliłem &#8211; Bracia nagrali bardzo przyzwoitą płytę. Pierwsze wrażenie &#8211; świetne brzmienie w wykonaniu nowoczesnego Queen. No właśnie &#8211; nowoczesny Queen, a nie Bracia. Niestety płyta to zbiór nic nie wnoszących coverów &#8211; nie odnajdziemy praktycznie żadnych zmian kompozycyjnych, aranżacyjnych, a nawet brzmieniowych! Trzeba oczywiście przyznać, że wszystko brzmi bardzo dobrze, Piotr Cugowski udowodnił, że jest świetnym wokalistą i można nawet powiedzieć, że wytrzymuje porównania z Mercury&#8217;m. Natomiast drugi z braci pokazał, że jest wszechstronnym gitarzystą, choć jeśli miałbym oceniać, który z Cugowskich lepiej się wywiązał ze swojego zadania, to stawiałbym na Piotra &#8211; wokalistę. Repertuar również nie zaskakuję &#8211; praktycznie same samograje, wielkie hity jak <em>We Will Rock You</em>, <em>I Want To Break Free</em>, <em>Bohemian Rhapsody</em> czy <em>The Show Must Go On</em>. Zagrywka pod publikę &#8211; świetne zagrane i nagrane, w dodatku same hity, to musi się sprzedać. Szkoda, że Bracia nie zaryzykowali i nie wybrali jakiś mniej znanych numerów czy nie spróbowali zrobić tego po swojemu. Z drugiej strony trudno im się dziwić &#8211; każdy artysta coverujący Queen myśli przede wszystkim o tym, żeby się nie skompromitować, a jego twórcze poszukiwania schodzą na dalszy plan. Dziwi też fakt, że dość młody zespół bierze się już za nagrywanie płyty typu &#8222;tribute to&#8221;, po prostu czuć, że nie jest to szczere zagranie. Tak czy inaczej albumu słucha nad wyraz przyjemnie, a fani legendarnego zespołu mogą spokojnie podwyższyć  ocenę o jeden.</p>
<p>Ocena: 6/10</p>
<br />  <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gocomments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/68/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/comments/wanderinginurbanfog.wordpress.com/68/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godelicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/68/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/delicious/wanderinginurbanfog.wordpress.com/68/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gofacebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/68/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/facebook/wanderinginurbanfog.wordpress.com/68/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gotwitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/68/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/twitter/wanderinginurbanfog.wordpress.com/68/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/gostumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/68/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/stumble/wanderinginurbanfog.wordpress.com/68/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/godigg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/68/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/digg/wanderinginurbanfog.wordpress.com/68/" /></a> <a rel="nofollow" href="http://feeds.wordpress.com/1.0/goreddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/68/"><img alt="" border="0" src="http://feeds.wordpress.com/1.0/reddit/wanderinginurbanfog.wordpress.com/68/" /></a> <img alt="" border="0" src="http://stats.wordpress.com/b.gif?host=wanderinginurbanfog.wordpress.com&amp;blog=5609591&amp;post=68&amp;subd=wanderinginurbanfog&amp;ref=&amp;feed=1" width="1" height="1" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wanderinginurbanfog.wordpress.com/2008/12/07/bracia-tribute-to-queen/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
	
		<media:content url="http://1.gravatar.com/avatar/983f2eefa24a147b68e6a3d0fe5f6794?s=96&#38;d=identicon&#38;r=G" medium="image">
			<media:title type="html">wanderinginurbanfog</media:title>
		</media:content>

		<media:content url="http://wanderinginurbanfog.files.wordpress.com/2008/12/tributetoqueen.jpg" medium="image">
			<media:title type="html">tributetoqueen</media:title>
		</media:content>
	</item>
	</channel>
</rss>
